KATOWICE na WEEKEND!

przez TastePoland - Voytek brak komentarzy

Ostatnie miejsce w jakie pojechalibyście w Polsce na kulinarny weekend? Pomyślcie dobrze, gdzie by to mogło być? Śląsk? Katowice? Jeśli tak mam dla was bardzo złą wiadomość… Musicie sobie wymyślić coś innego! Katowice absolutnie trzeba odwiedzić!!!

I teraz pytanie? Dlaczego?

U mnie zaczęło się bardzo niewinnie. 11 listopada, Spa w „Uroczysku 7 Stawów”, czuję się błogo po genialnym masażu, przerzucam leniwnie Food&Friends i raptem z coraz większym zainteresowaniem wciąga mnie seria artykułow o Katowicach na weekend. I tu pojawia się cała lista miejsc i dań, które aż chce się odwiedzić Cristallo w Hotelu Monopol, Moodro w Muzeum Śląskim, Prodiż Bistro w Katowickiej Fabryce Porcelany, czy Żurowania Jakuba Farona.

food and friends

Co najmniej 4 dobre powody by wybrać się do stolicy Górnego Śląska.

Na okazję nie musiałem długo czekać, jak się tylko dowiedziałem, że zostałem zaproszony na debatę w tegorocznym FoodShow w Katowicach przyjąłem to zaproszenie z radością i planem, że spróbuję ile się tylko da.

Jak wrażenia?

Byłem w poniedziałek. Miałem jedno popołudnie. Restauracyjnie  jest to pewnie jeden z najgorszych dni.

Punkt 1 czyli Prodiż okazał się zamknięty. Na miejscu warto zajrzeć do Składu z Porcelaną oraz kupić sobie hipsterskie Happy Socks. Można śmiało pokręcić po starej fabryce porcelany zamienionej dzisiaj na Business Park!

Kolejna na liście była Żurownia.

Ciekawy koncept przenoszący tradycyjną śląską kuchnię, w świat współczesnego streetfoodu. Jak sama nazwa wskazuje podstawą jest zakwas żurowy, jak się okazało od lat wytwarzany przez rodzinę samego szefa Farona. Hitem dla mnie był żur z borowikami (9 zł za miskę!!! – można???) i do tego zupełnie niespotykana (a szkoda!) możliwość personalizacji. W menu znajdziecie listę dodatków (kiełbasa/jajko/chrzan/śmietana), które możecie sobie domówić… Tak że w Żurowni Twój Żur smakuje, dokładnie tak jak lubisz. Mój był genialny! Jeden z najlepszych jakie jadłem (a jadłem już ich dużo). Kelnerka zachwalała kubelele, czyli kluski śląskie nadziewane mięsem w sosie pieczeniowym. Nie zdecydowałem się na nie, bo po prostu przeraziła mnie porcja 😉 Mam wspomnienie z wileńskich cepelinów, po których nie chodziłem głodny przez cały dzień. Wybór padł na Ślązoka, czyli wyrabianą na miejscu kiełbasę w picie na żurowym zakwasie – taki a’la hotdog. Kiełbasa była świetna, chociaż zabrałko mi wi większej ilości jakiegoś sosu, bo było to trochę suche. A sama pita… hmmm wolę jednak tą tradycyjną 😉

Szpajzy (deseru) nie było – postanowiłem ruszyć dalej. Kolejny na mojej liście był Hotel Monopol więc spacerkiem udałem się na kawę z deserem. Niestety znów dał się odczuć duch poniedziałku i w hotelowej kawiarni nie było nikogo. Przy okazji sprawdziłem kartę w restauracji Cristallo i rzut okiem spowodował, że zamiast deseru naszła mnie ochota na mała przystawkę – Foie gras na śliwkowej tarcie ze śliwkowymi powidłami. Pycha!!! Pomieszanie słodyczy śliwek z wytrawnością foie gras było mistrzowskie. Aż się chciało więcej. Szczerze –  trzeba było na tym skończyć, bo wymarzony deser (keks z rokitnikem ) był już trochę mniej fascynujący.

Na terenie śląskiego działają dwa znane mi szlaki – kulinarny: Śląskie Smaki  oraz Szlak Zabytów Techniki.  

Szkoda, że nie są promowane razem, gdyż mógłby to niezły efekt synergii. Poznaj naszą historię techniki i przy okazji regionalną kuchnie. Szczególnie, że jak się jedzie zobaczyć jakiś zabytek – trzeba coś zjeść a  w końcu „Śląskie Smaki” to głównie lokalne restauracje!

Sam spacer główną ulica Katowic przekonywał mnie, że nie taki straszny diabeł, jak go malują. Sporo było ciekawej architektury, a Spodek nocą to prawdziwie kosmiczny widok!

spodek katowice nocą

Kolejnego dnia – po debacie o turystyce kulinarnej w której wziąłem udział… przyszedł czas na wyjazd. Na szczęście dla mnie nie od razu. Wybrałem się do leżącego nieopodal Hali Centrum Kongresowego Muzeum Śląskiego. Rozpocząłem, jak to ja, małym „co-nie-co” w Bistro MOODRO – a konkretnie pierogami z krupniokiem czyli kaszanką. Ciekawe połączenie do którego z chęcią kiedyś wrócę. W Muzeum działa również restauracja MOODRO, która jest typowym fine dine. Niestety przy ograniczeniach czasowych jakie miałem była tylko szansa na krótkie przejście przez muzeum. Co zaskakuje – to ich zbiory. Przy wejściu jest galeria malarstwa – jest i Gierymski, Matejko, czy Makowski, duża wystawa poświęcona historii, czy wystawa techniki. W życiu trzeba nieraz podejmować trudne decyzje :-). Wybór padł na wystawę o historii Śląska. Interaktywne przejście przez burzliwą historię tego regionu. Zwiedzanie zaczyna się od przejścia przez górniczą markownię i od razu pozwala poczuć klimat kopalni (Muzeum Śląskie miejsci się na terenie dawnej kopalni Katowice), by później już chronologicznie przejść przez czasy pierwszych Piastów, rozbiory, rewolucje przemysłową, powstania śląskie i czasy najnowsze. W godzinę nie to, że można w pełni zrozumieć co to znaczy być Ślązakiem, ale na pewno przybliżyć sobie te wszystkie wydarzenia, o których słyszeliśmy ale nieraz ciężko je umiejscowić w czasie i kontekście historycznym. Warto poświęcić na zwiedzanie tej części wystawy więcej niż tą godzinę którą miałem.

Nie mogę powiedzieć, że poznałem Katowice, ale na pewno zachciało mi się lepiej poznać Śląsk.

Jedno z niewielu miejsc w Polsce, gdzie odmienność jest aż tak namacalnie widoczna. Można znaleźć książki pisane śląską gwarą, ciekawe gadgety nawiązujące do śląskich legend, czy w końcu smaki, które wpisane są nierozerwalnie w śląską tradycje. Pod tym względem zdecydowanie wyróżnia się od innych miejsc w Polsce. Warto dbać o lokalną i regionalną tożsamość, gdyż jest to wartość niezastąpienia w turystyce kulinarnej.

WARTO ZAJRZEĆ:

Żurownia: Facebook

Muzeum Śląskie: www.muzeumslaskie.pl

brak komentarzy
0

Sprawdź również:

Skomentuj