Na kulinarnych szlakach Małopolski…

przez TastePoland - Voytek 1 komentarz

Jednym ze sposobów na zdobycie tak zwanego „contentu” na Taste Poland była nasza decyzja, by ruszyć w Polskę. Sprawa była prosta – trzeba było po prostu to zaplanować, co w naszym przypadku oznaczało zgranie kalendarzy na jeden z wakacyjnych tygodni, ustalić trasę  i ruszyć…

Wróciliśmy w zeszłą niedzielę po 9 dniach, 5 hotelach i blisko 1400km. Nie będę ściemniał… wypocząłem, jakbym był conajmniej na dwutygodniowym urlopie.

Konkluzja w tym przypadku jest prosta – chcesz poczuć, że żyjesz… rusz w drogę niekoniecznie zagranicę i w Polsce może być ekscytująco. Ważne, by nie dać się wcisnąć w ustalony program, all inclusive etc… Szukać, szukać i jeszcze raz szukać… no i zmieniać jak nie pasuje. Często to, co najciekawsze nie jest podane na tacy.

Kulinarnie bywa różnie. Nie jest to oczywiste, że jak jedziesz w góry nawet do tzw. luksusowego przybytku i ktoś zainwestował przysłowiową „kupę kasy” w miejsce to kulinarne doświadczenia za tym nadążają. Mnie osobiście rozczarowuje fakt, iż zamiast dobrych lokalnych produktów dostaję masówkę z marketu.

Miałem oczekiwania, co do podróży kulinarnymi szlakami Małopolski, czy poszukiwań produktów „Trzech Znaków Smaku”,  w końcu region bogaty właśnie w nie… I co można znaleźć?

Po pierwsze wogółe cieżko jest z informacją o takich miejscach. Interesuję się tym, więc wiedziałem, że muszę szukać informacji o szlakach kulinarnych, bo conajmniej kilka tam powinno być… no i wygooglałem, przejrzałem zgromadzone materiały i okazało się że będziemy zawadzać o: Szlak Śliwkowy, Szlak Oscypkowy, Szlak Smaki Podhala i Małopolski Szlak Owocowy… Sporo.. Miałem oczekiwania wciągnięcia mnie w kulinarną przygodę… Z oscypkami, łąckimi jabłkami, pięknym Jasiem i suską sechlońską… No i niestety mnie nie wciągnęło, bo przygody prawie nie było :-(.

Po drugie – Polskie szlaki w wydaniu, jakie mieliśmy szansę obejrzeć – to głównie koncept marketingowy. „Trzy znaki smaku” promują się dziś na bilboardach i w Almie, ale w terenie praktycznie nie istnieją.

Wiedzieliśmy wcześniej o zakręconej na poziomie „Pięknego Jasia z doliny Dunajca” pani Janinie Mołek. Zadzwoniliśmy… i okazało się, że można do niej wpaść, gdyż właśnie przygotowywała wyroby na niedzielny jarmark w Starym Sączu, więc można było coś od niej kupić. Pani Janina zaproponowała nam – pasztety z Jasia, kiełbasę, cwibak… Zabraliśmy to wszystko ze sobą w dalszą drogę i dodatkowo jeszcze kilo fasoli na własne przetwory. Trzeba przyznać, że trzeba mieć niezła fantazję, by zrobić z fasoli słodkie ciasto, które na prawdę było smaczne. I tu zaskoczenie – dostaliśmy jeszcze marketingową ulotkę z informacjami.

Później ruszyliśmy na „Śliwkowy Szlak” a konkretniej do Bacówki „Biały Jeleń”. Trochę zboczyliśmy z drogi… trafiliśmy w fajne miejsce… ale, że jesteśmy na Śliwkowym szlaku wiedziałem tylko z broszurki przywiezionej z Warszawy, którą ściskałem w ręce.
Ani słowa w menu, że jesteśmy na szlaku, ze śliwkowych specjałów była tylko przekąska – śliwka zawijana w boczek i to tyle. Mieliśmy jeszcze dotrzeć do Winnicy Nowizny, ale niestety Pola usnęła, więc ruszyliśmy do Piwnicznej.

Cóż mieliśmy przed sobą jeszcze kilka szlaków przed sobą… Oczyma wyobraźni widzieliśmy piętrzące się przy drodze jabłka jadąc przez Łącko… w końcu był to teren „Małopolskiego Szlaku Owocowego”… tu nawet ciężko było znaleźć informację w sieci… ale założyliśmy, że po drodze coś znajdziemy… I znów srodze się rozczarowaliśmy. Łącko minęliśmy, ani pół owocu przy drodze nie było… a taką ochotę mieliśmy na świeże, chrupiące, prosto z drzewa jabłuszka… Na otarcie łez trafiliśmy do firmowego sklepu „Tłoczni Maurera” – niestety sklep jak sklep…ale i tak zaopatrzyliśmy się w kilka soków.

„Oscypkowemu Szlakowi” miałem już nie odpuścić. Szczególnie, że bacówka miała być w Łapszach Ńiżnych, gdzie spaliśmy a dodatkowo szlak proponuje apkę na komórkę… więc miało nie być żadnych problemów. Miało…
Apka okazała się fajna, natomiast za żadne skarby nie ułatwia w dotarciu na miejsce. Nie jest napisane jak dotrzeć do bacówki, mapa gdzieś pokazuje to w zarysie…  Poza tym wyświetla tylko kilka z bacówek ze Szlaku… ale za to może pomóc dotrzeć do KFC, McDonald’ 🙁
W hotelu – zero wiedzy na hasło bacówka, czy szlak oscypkowy… Po dłuższych prośbach udało się uzyskać informację… bacówka jest ale za Łapszami Wyżnymi i że na piechotę nie dojdziemy. Znów Google i udało znaleźć się telefon do bacy, który potwierdził… za Łapszami Wyżnymi, za zakrętami jest krzyż przy drodze tam trzeba zostawić auto i wędrować kilometr.
No i to była chyba najfajniesza z naszych kulinarnych przygód. Jak doszliśmy na miejsce juhasi poczęstowali nas żętycą, buncem i oscypkami. Poopowiadali jak się u nich żyje (pół roku poza domem spędzone na hali), pokazali bacówkę. Pola oczywiście obejrzała wszystkie zwierzątka w okolicy i ubolewała nad tym, że owce były na hali. Co było fajne, to to, że było to naturalne i niewymuszone… jak sądzę jest to co „robi różnicę” w kulinarnym podróżowaniu. Prawdziwe historie, prawdziwi ludzie. Koniecznie kazali nam podjechać do ich rodzinnych Rzepisk, gdyż po drodze był jeden z piękniejszych widoków na Tatry, a kupiony bundz i oscypek towarzyszyły nam przez kilka dni

No i ostatnie – Podhalańskie Smaki… opisałem w poprzednim poście, gdzie narzekałem na zakopiańskie kulinarne przybytki. Niestety nie udało mi się nic spróbować.Bardziej można liczyć na kontakty z lokalnymi sprzedawcami. Na targu w Piwnicznej dostaliśmy namiar od Pani, która sprzedawała sery i w drodze powrotnej odwiedziliśmy jej sklep w Białym Dunajcu dokładając kilka trofeów do naszej listy… sery, soki i miody polecamy więc rozmawiać i pytać.

Podsumowując…
SŁABO!!! Nasze kulinarne dziedzictwo istnieje na papierze, w projektach zrealizowanych dzieki Unii i papierowych broszurkach dystrybuowanych na targach. Może jest to projekt dla wąskiej elity (węższej niż ja), wybrańców… na pewno nie masowego turysty.

Trzeba na prawdę super zacięcia by tam dotrzeć… jeszcze większego by znaleźć coś co nas zafascynuje, coś gdzie będzie się chciało wracać i opowiadać o tym znajomym. Specjalnie dla Was postarałem się umieścić na Taste Poland – post sprzed 3 lat, gdzie zasascynowani Toskanią postanowiliśmy pisać bloga (projekt niestety szybko upadł ale wpis pozostał).

To było coś…http://tastepoland.blogspot.com/2012/08/toskanskie-wspominki.html

Tu dla zarządająch szlakami kilka uwag… Niestety trzeba zacząć od początku. Kłania się klasyka marketingu i model AIDA

https://pl.wikipedia.org/wiki/AIDA_(marketing)

1) Ciężko jest by konsument WIEDZIAŁ o Waszych inicjatywach. Każde biuro informacji turystycznej, każdy członek Waszego szlaku powinien o tym trąbić. Niech ludzie wiedzą, że mają alternatywę dla zatłoczonych Krupówek i komerchy na Gubałówce
2) Wzbudźcie zainteresowanie – tym co oferujecie by każdy chciał do Was przyjechać. Po co właściwie jechać… by spróbować dania, coś kupić, a może z kimś porozmawiać?
3) Dajcie ŁATWE wskazówki jak dotrzeć. Tag miejsca na googlowej mapie powinien być minimum minimorum…
4) Zaoferujcie produkt, który będzie NIEZAPOMNIANYM PRZEŻYCIEM – jest to szansa, by o WAS mówili i napędzali kolejnych turystów i „dutki”. Oscypek kosztuje 12 zł… przeżycia są bezcenne…

KILKA LINKÓW

Na Śliwkowym Szlaku
http://www.nasliwkowymszlaku.pl

„Winnica Nowizny” Urszula Kamińska – Połom Mały 60, gmina Iwkowa,  www.winnicanowizny.pl
Bacówka „BIAŁY JELEŃ“ – Iwkowa 586, www.bacowka.com.pl

Strona Pani Janiny
http://piekny-jas.pl/news.php

Szlak Oscypkowy
http://www.visitmalopolska.pl/Agroturystyka/Strony/szlak-oscypkowy-90.asp
blog „naszego” bacy http://www.ukazka.blog.interia.pl

Sprawdź również:

1 komentarz

Turystyka Kulinarna: Co kręci kulinarnego podróżnika? 02/02/17 at 23:10

[…] Czy myślicie, że by przeżyć przygodę trzeba jechać daleko? Niekoniecznie. Dwa lata temu wybraliśmy się na Podhale, a tam wycieczka do bacówki (do której musieliśmy dojść dobre 30 minut) była jednym z takich doświadczeń. Podziwiasz widoki, oddychasz świeżym powietrzem – a na koniec możesz porozmawiać z góralami, którzy trudnią się wypasem owiec i wytwarzaniem serów. Spróbować świeżego oscypka i kupić sobie co do domu. Taki sam oscypek można kupić na Krupówkach, pewnie niejeden spacer można zrobić w równie pięknym miejscu, ale właśnie to połączenie pozostanie w naszej pamięci na kilka najbliższych lat. Patrząc na zdjęcia z tej wyprawy do dziś pamiętam smak, rozmowę na miejscu o tym jak kiedyś górale na pół roku szli w góry i telefoniczne konsultacje z Bacą, jak do nich dotrzeć. Szkoda tylko, że o takie przygody nie jest łatwo. Nasz wpis o wyzwaniach na kulinarnych szlakach Małopolski […]

Reply

Skomentuj